sobota, 20 lutego 2016

Bakuhatsu #1

Nowa powieść :'v
______________________________________
Rok 2093, Japonia. ... Nigdy bym nie pomyślała, że za mojego życia mogłoby się wydarzyć coś takiego. Apokalipsa. Wybuch. Apokalipsa. Wybuch. Trąbili o tym w radiach, telewizjach, a nawet na ulicy od dobrych kilku tygodni. Wszyscy byli przerażeni. Jeszcze inni rozpowiadali plotki, że to koniec świata. Nadal nie mam pewności, co było tego przyczyną, w każdym razie naukowcy wykonywali kolejne badania i informowali cały świat o zbliżającym się zagrożeniu, które miało przypaść 15 czerwca. Wszyscy chcieli nacieszyć się ostatnimi chwilami swojego życia. Mnie wtedy to nie poruszyło. Nadszedł ten dzień. Dzień, który sprowadzał niepokój do serc wszystkich ludzi. Co chwilę telefony urywały się. Dzwonili do nas różni członkowie rodziny, którzy od dawna nie dawali znaku życia. Mama płakała, a ojciec próbował pocieszyć moją siedmioletnią siostrę. Ja siedziałam w swoim pokoju i pisałam sms'y z moją najlepszą przyjaciółką. Wybiła godzina czternasta. Według badań wybuch miał nastąpić o czternastej pięćdziesiąt trzy. Niektóre programy telewizyjne zostały wygaszone lub usunięte. Kątem oka zauważyłam, jak klamka drgnęła. Do pokoju weszła mama. Ze łzami w oczach spojrzała na mnie. - Kochanie... Cokolwiek się nie wydarzy, pamiętaj, że cię kochamy... - szlochała. Spojrzałam na podłogę. - Tak... Wiem... Też was kocham. - odpowiedziałam opanowanym głosem. Nadeszła godzina 14:45. Wszyscy wyszliśmy na podwórko. Jako jedyna nie czułam załamania. Uważałam to za zwykłą bujdę. Przytuliliśmy się. Zauważyłam dym. W otwartej bramie zauważyłam chłopaka. Nie jestem w stanie określić jego wyglądu. Pamiętam tylko, że miał załamaną minę... Wybałuszyłam oczy. Tak, to prawda. Serce zaczęło bić mi bardzo szybko. Czy... umarłam?
... - Obudziła się, doktorze! - usłyszałam damski głos. Otworzyłam oczy. Przez chwilę zastanawiałam się, co się dzieje. Po chwili się zorientowałam. Pewnie przeżyłam ten wybuch i jestem w szpitalu. Rozejrzałam się. Byłam podłączona do jakiegoś urządzenia i co chwilę słyszałam jakieś tykanie. Co się wydarzyło? Czy moja rodzina żyje? Wciąż zadawałam sobie te pytania. Zauważyłam wysokiego mężczyznę w białym fartuchu, który wszedł do pomieszczenia. - Dzień dobry. - uśmiechnął się. - Pamiętasz, jak się nazywasz? Zastanowiłam się chwilę. - Tak... - powiedziałam niepewnym głosem. - Manako Tarashima. - Tak. Dobrze, że się obudziłaś. Najważniejsze, że jest już po wszystkim. Wybuch spowodował wiele szkód. Leżałaś tydzień w śpiączce. - spojrzał w jakieś swoje papiery. - Jeśli twój stan zacznie się poprawiać, to być może za tydzień cię wypiszemy. Powoli westchnęłam. - Co z moją rodziną? - wyszeptałam. Lekarz umilknął. - ...Twoi rodzice... Ech... Zginęli na miejscu wraz z twoją siostrą. Przykro mi. - spuścił głowę. Zakryłam usta dłońmi. Po policzkach zaczęły spływać mi łzy. Nie! Nie mogli umrzeć! To nie może być koniec!
Minął tydzień. Wypisano mnie ze szpitala. Miałam skaleczenia i poobijane części ciała, ale poza skręconym nadgarstkiem nie odniosłam większych obrażeń. Wciąż do mnie nie docierało, dlaczego akurat ja przeżyłam. Zostałam sama, straciłam niemal wszystko w ciągu kilku sekund. Wiedziałam jednak, że trzeba żyć dalej. Zastanowiłam się. Cholera, gdzie ja wrócę?! Przecież mój dom został całkowicie zburzony. Hm, a może da się go jeszcze odbudować? Przez chwilę nie wiedziałam co robić. Patrzyłam się na wszystkie strony. W końcu zdecydowałam, że zobaczę moje mieszkanie. Może ktoś odbudował je dla mnie? ...Jasna cholera, czasami jestem naprawdę głupia! ...Mniejsza o to. Pobiegłam w stronę domu. Czułam niepokój. Bałam się, że to, co ujrzę doprowadzi mnie do jeszcze gorszego stanu psychicznego. Kątem oka patrzyłam na otaczające mnie domy i bloki. Z niektórych pozostały tylko ruiny, a niektóre były w trakcie remontu. Dotarłam. Stanęłam w bramie. Nie myliłam się. Dach był wklęsły i krzywy, a ściany częściowo rozwalone. Zakryłam twarz dłońmi i padłam na kolana. Gdzie ja będę mieszkać?! ...
Klęczałam tak kilka minut. Przez moją głowę przechodziły różne myśli. Co się ze mną stanie? Nawet nie mam pieniędzy! Poczułam, jak ktoś za mną stanął. Usłyszałam męski głos. - No, trochę zajmie odbudowa tego. Odwróciłam głowę i zdjęłam dłonie z twarzy. - Kim pan jest? - spytałam niepewnym głosem. - Kierownikiem budowy. To twój dom? - Tak. - To straszne, co się wydarzyło, prawda? - westchnął. - Można powiedzieć, że odbudowujemy cały świat, heh. - Tak, to przykre. - odwróciłam wzrok. - Nawet nie mam pieniędzy, aby zapłacić za odbudowę, no i przede wszystkim... Mieszkania też nie mam. Kierownik spojrzał na mnie. - Ach, nie martw się. Nie musisz nic płacić, robimy to dla każdego za darmo. Słyszałem, że w okolicy wybudowano szkołę, która pomaga dochodzić do siebie. Powinnaś tam zajrzeć. Spojrzałam za siebie i wstałam. - Aha. Dziękuję, na pewno odwiedzę to miejsce. - uśmiechnęłam się i poszłam. - Do widzenia!

niedziela, 7 lutego 2016

Yandere #1

Hej! Po raz pierwszy od dłuższego czasu wstawiam fragment mojej nowej powieści inspirowanej Yandere Simulator. Mam nadzieję, że się spodoba :D
To wszystko jest trudne. Zbyt trudne do ogarnięcia. Czego nie zrobisz, zawsze się pieprzy. A jednak warto walczyć o swoje. Wszystko się zmieniło, odkąd go poznałam. Wszystko. Moje nastawienie do życia, charakter, uczucia. A wraz z tą dobrą stroną... Ta gorsza. Nigdy wcześniej bym nie pomyślała, aby kogoś skrzywdzić. Do czasu... Do czasu, gdy ktoś stanął mi na drodze. Wszystko to się zaczęło pierwszego dnia w liceum. Ukończyłam gimnazjum ze średnią 5.0. Miałam wzorowe zachowanie. Szłam w stronę szkoły. W torbie miałam wszystkie potrzebne książki i przybory. Byłam ciekawa, czy poznam kogoś miłego, czy też nie. Przekroczyłam bramę liceum. Rozejrzałam się. Nieopodal budynku rosło drzewko kwitnących wiśni. Gdzieś obok umiejscowiona była ławka, a wokoło dużo kwiatów. Nagle poczułam, jak ktoś popchnął mnie do tyłu. Nie zauważyłam, kto to był. Torba spadła mi z ramienia, a z niej wypadły książki. W pewnej chwili odwrócił się do mnie jakiś wysoki brunet. Podszedł do mnie i podał mi rękę. - Nic się nie stało? - lekko się uśmiechnął i pomógł mi w zbieraniu książek z chodnika. Spojrzałam na niego i lekko się zarumieniłam. Coś we mnie drgnęło. Uczucie, którego nigdy wcześniej nie miałam okazji poczuć. - N-nie, wszystko ok. Arigatou. - uśmiechnęłam się i ukłoniłam. - Jestem Ayomi Mikagura, miło mi cię poznać. Chłopak posłał mi delikatny uśmiech. - A ja Naito. Fajnie było cię spotkać. A teraz... - spojrzał na zegarek. - Idę na lekcje. Radziłbym ci zrobić to samo. - mrugnął okiem. - T-taaak, właśnie szłam do środka. - z rumieńcami na twarzy weszłam do środka.