- N-naprawdę? - zachichotałem zdenerwowany.
Pani Ashitoro patrzyła w moje oczy.
Uśmiechnęła się.
- Piękny... Naprawdę piękny odcień błękitu... Atroxia miała niemal takie same oczy, jak twoje...
Zacząłem dyszeć.
- K-ktoo? - szepnąłem.
Znowu, znowu miałem wrażenie, jakbym kojarzył coś takiego, choć nic takiego nie pamiętam. Może w poprzednim życiu znałem kogoś takiego?
- Synu! - matka wstała z krzesła i uderzyła pięścią w stół. Zacisnąłem zęby. - Prosiłam cię, żebyś... Za-chowywał kulturę. - uspokoiła się i usiadła.
Wszyscy na mnie spojrzeli.
- Przepraszam. - westchnąłem.
- Nic się nie stało. - uśmiechnęła się czarna pani. - A właściwie, wszystko w porządku? Powiedziałam coś nie tak?
- Nie, nie! - skłamałem. - Po prostu... Zamyślałem się. Najmocniej panią przepraszam. - pocałowałem jej dłoń.
- Spokojnie, nie przepraszaj. Jestem Hachette. Zwracaj się do mnie po
imieniu.
Po jakimś czasie państwo Ashitoro podziękowali nam za kolację i wrócili do swoich domów. Ja natomiast siedziałem w swoim pokoju i rozmyślałem o tym wszystkim.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak, to też będzie taka krótsza część... Miejmy nadzieję, że na tym nie zakończę. Spodziewajcie się dalszej części.
niedziela, 13 września 2015
sobota, 12 września 2015
Natsukashi no tame no jikan cz 2
Zająłem miejsce obok Ravii. Naprzeciwko nas siedzieli rodzice. Mieli radosne miny.
- Dziś będziemy mieć wspaniałych gości. - uśmiechnęła się matka. Spojrzałem w bok. Były tam dwa wolne krzesła. Codziennie wieczorem przyjmowaliśmy gości na uroczystą kolację. Były to zwykle osoby, przy których trzeba było zachowywać wielką kulturę.
Matka spojrzała się na mnie wzrokiem pełnym grozy. - Nie chcę się za was wstydzić. Macie się zachowywać jak na kulturalną osobę przystało. Zrozumiano?
Razem z Ravią skinęliśmy głowami.
Zaraz po tym w jadalni pojawiło się dwoje gości.
Pierwsza - wysoka kobieta. Miała długie, proste, czarne włosy i zielone oczy. Ubrana była w długą, falbaniastą czarną suknię przewiązaną czerwoną wstążką w pasie.
Drugi - młody, wysoki mężczyzna z czarnymi włosami do ramion. Miał brązowe oczy. Ubrany był w ładny, elegancki mundur.
Matka wstała z uśmiechem, zaraz po niej ojciec.
- Państwo Ashitorowie! Witamy! - krzyknęli.
- D-dzień dobry, ee... Dobry wieczór! - ukłoniła się moja siostra.
- Konbanwa. - uśmiechnąłem się i usiadłem.
Ashitoro zachichotali i zajęli swoje miejsca.
- Kado? - kobieta uśmiechnęła się do mnie. - dużo o tobie słyszałam.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Takie krótsze ^^'' niedługo ciąg dalszy
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Takie krótsze ^^'' niedługo ciąg dalszy
piątek, 11 września 2015
Natsukashi no tame no jikan cz 1
Przyznajmy, że byłam ostatnio nieco nieaktywna, a moja poprzednia powieść - nie była opisana w sposób, jaki chciałam, zdałam sobie sprawę, że akcja toczy się za szybko i jest bezsensowna. Tak więc wjeżdżam z buta, przesyłając wam fragment mojej nowej powieści xD
-----------------------------------------------------------------------------------------------
Śnieg. W tym roku spada więcej śniegu niż zwykle. Czy nasze uczucia potrafią być tak zimne jak on? Czy nasze serca marzną na równi z naszym otoczeniem? Poczułem, jak moja czapka robi się wilgotna. Spojrzałem na zaspy śniegu, które zasypały wszystko, nawet perspektywę w dosłownym znaczeniu. Po chwili zorientowałem się, że jest już wieczór. Niebawem zrobi się ciemno i rodzice z pewnością będą na mnie źli. Gdy wrócę, znów ujrzę ten ogromny plac i zamek pośrodku, w którym mieszkałem. No, dom zamkopodobny. Siostrzyczka zawiesi mi się na szyi, po czym pociągnie mnie za rękę do pokoju i będzie opowiadać o swoich przeżyciach. A mój lokaj, Shouko, znowu nie da mi spokoju. Ciągle za mną łazi. Pewnie w tej chwili mnie szukał, gdy się wymknąłem. Obróciłem się na pięcie, prawie się przewracając. Ruszyłem w kierunku zamku, zostawiając ślady na białym puchu. Czułem, jak z każdą chwilą robi się coraz chłodniej. Westchnąłem. Z moich ust wypłynęła para. Z siostrzyczką zawsze lubiliśmy chuchać nią i tym samym bawić się w smoki. Siostrzyczka uwielbia smoki. Uwielbia wszystkie fantastyczne stworzenia. Nagle padający śnieg wpadł mi do oczu. Próbuąc go wyciągnąć, poślizgnąłem się. Przestałem wykonywać jakiekolwiek ruchy. Słyszałem własny oddech. Nic z tego nie rozumiałem. Poczułem jakby ktoś uścisnął moją dłoń. Usłyszałem szeptanie do uszu. - Uciekaj... Otworzyłem oczy. Nikogo nie było. Jestem zmęczony i mam urojenia. Wstałem i kontynuowałem drogę do domu. Po jakimś czasie przekroczyłem bramę na plac zamkowy. Westchnąłem i wszedłem do środka. Od razu usłyszałem te piski pokojówek. - Paniczu! Jest panicz cały mokry! - Gdzie Panicz był? - Za chwilę naszykuję paniczowi ubranie! - Panicz się przeziębi! Westchnąłem z irytacją. Pomiędzy pokojówkami przeszła moja siostra i przytuliła mnie. - Oniichan, gdzie byłeś? - spytała się swoim uroczym głosem. - Ravia-san. Byłem na spacerze. - podtrzymałem jej głowę ręką. - Niech Panicz się przebierze! - usłyszałem głos jednej ze służących i lekko puściłem Ravię ze swoich ramion. Z niechęcią poszedłem na górę do pokoju. Założyłem na siebie podkoszulkę i ciepły mundur w którym zazwyczaj chodziłem po naszej okolicy. Lubiłem go. Był bardzo wygodny i ładny. Ravia ubierała się w mundur - gdy chłodniej, a kimono kiedy przychodziły cieplejsze dni. Wyszedłem ze swojego pokoju i poszedłem w stronę domowej biblioteki. Znajdowała się ona w centralnej części tego piętra. Uwielbiałem tam przebywać. Było mnóstwo regałów wypełnionych wszelkiego rodzaju księgami, książkami i książeczkami. Zawsze znajdywałem tam odpowiedzi na moje pytania. Poza tym miejsce to było ciche i ciepłe. Sięgnąłem po jakąś książkę. Zacząłem przeglądać jej strony. Całkowicie przez przypadek książka otworzyła się na ostatniej stronie. Było tam coś napisane drobnym maczkiem. Odczytałem to z trudem. "Wszystko ma swój koniec. Moja dusza też. Roztapia się. Shakai są blisko. Wytrwamy?" Zacząłem dyszeć. Zupełnie, jakbym wcześniej słyszał coś takiego... Tylko, że nic takiego sobie nie przypominam. Nie wiem, co to Shakai, nawet nie wiem, czy jest to COŚ, a jednak im dłużej o tym myślę, tym bardziej mi się wydaje, że miałem styczność z tym wyrazem. Zamknąłem książkę i wzdychając odłożyłem ją na półkę. Może to była jakaś wiadomość sprzed XV wieku albo jeszcze wcześniej... Nie będę w to wnikał. Mało mnie to interesuje. Wyszedłem z biblioteki dumnym krokiem. Ravia stała na schodach i uśmiechnęła się do mnie. - Chodźmy na kolację, Kado-kun! - podała mi rękę. - Tak, chodźmy, Neechan. - odwzajemniłem uśmiech i trzymając się za ręce zeszliśmy do jadalni.
-----------------------------------------------------------------------------------------------
Śnieg. W tym roku spada więcej śniegu niż zwykle. Czy nasze uczucia potrafią być tak zimne jak on? Czy nasze serca marzną na równi z naszym otoczeniem? Poczułem, jak moja czapka robi się wilgotna. Spojrzałem na zaspy śniegu, które zasypały wszystko, nawet perspektywę w dosłownym znaczeniu. Po chwili zorientowałem się, że jest już wieczór. Niebawem zrobi się ciemno i rodzice z pewnością będą na mnie źli. Gdy wrócę, znów ujrzę ten ogromny plac i zamek pośrodku, w którym mieszkałem. No, dom zamkopodobny. Siostrzyczka zawiesi mi się na szyi, po czym pociągnie mnie za rękę do pokoju i będzie opowiadać o swoich przeżyciach. A mój lokaj, Shouko, znowu nie da mi spokoju. Ciągle za mną łazi. Pewnie w tej chwili mnie szukał, gdy się wymknąłem. Obróciłem się na pięcie, prawie się przewracając. Ruszyłem w kierunku zamku, zostawiając ślady na białym puchu. Czułem, jak z każdą chwilą robi się coraz chłodniej. Westchnąłem. Z moich ust wypłynęła para. Z siostrzyczką zawsze lubiliśmy chuchać nią i tym samym bawić się w smoki. Siostrzyczka uwielbia smoki. Uwielbia wszystkie fantastyczne stworzenia. Nagle padający śnieg wpadł mi do oczu. Próbuąc go wyciągnąć, poślizgnąłem się. Przestałem wykonywać jakiekolwiek ruchy. Słyszałem własny oddech. Nic z tego nie rozumiałem. Poczułem jakby ktoś uścisnął moją dłoń. Usłyszałem szeptanie do uszu. - Uciekaj... Otworzyłem oczy. Nikogo nie było. Jestem zmęczony i mam urojenia. Wstałem i kontynuowałem drogę do domu. Po jakimś czasie przekroczyłem bramę na plac zamkowy. Westchnąłem i wszedłem do środka. Od razu usłyszałem te piski pokojówek. - Paniczu! Jest panicz cały mokry! - Gdzie Panicz był? - Za chwilę naszykuję paniczowi ubranie! - Panicz się przeziębi! Westchnąłem z irytacją. Pomiędzy pokojówkami przeszła moja siostra i przytuliła mnie. - Oniichan, gdzie byłeś? - spytała się swoim uroczym głosem. - Ravia-san. Byłem na spacerze. - podtrzymałem jej głowę ręką. - Niech Panicz się przebierze! - usłyszałem głos jednej ze służących i lekko puściłem Ravię ze swoich ramion. Z niechęcią poszedłem na górę do pokoju. Założyłem na siebie podkoszulkę i ciepły mundur w którym zazwyczaj chodziłem po naszej okolicy. Lubiłem go. Był bardzo wygodny i ładny. Ravia ubierała się w mundur - gdy chłodniej, a kimono kiedy przychodziły cieplejsze dni. Wyszedłem ze swojego pokoju i poszedłem w stronę domowej biblioteki. Znajdowała się ona w centralnej części tego piętra. Uwielbiałem tam przebywać. Było mnóstwo regałów wypełnionych wszelkiego rodzaju księgami, książkami i książeczkami. Zawsze znajdywałem tam odpowiedzi na moje pytania. Poza tym miejsce to było ciche i ciepłe. Sięgnąłem po jakąś książkę. Zacząłem przeglądać jej strony. Całkowicie przez przypadek książka otworzyła się na ostatniej stronie. Było tam coś napisane drobnym maczkiem. Odczytałem to z trudem. "Wszystko ma swój koniec. Moja dusza też. Roztapia się. Shakai są blisko. Wytrwamy?" Zacząłem dyszeć. Zupełnie, jakbym wcześniej słyszał coś takiego... Tylko, że nic takiego sobie nie przypominam. Nie wiem, co to Shakai, nawet nie wiem, czy jest to COŚ, a jednak im dłużej o tym myślę, tym bardziej mi się wydaje, że miałem styczność z tym wyrazem. Zamknąłem książkę i wzdychając odłożyłem ją na półkę. Może to była jakaś wiadomość sprzed XV wieku albo jeszcze wcześniej... Nie będę w to wnikał. Mało mnie to interesuje. Wyszedłem z biblioteki dumnym krokiem. Ravia stała na schodach i uśmiechnęła się do mnie. - Chodźmy na kolację, Kado-kun! - podała mi rękę. - Tak, chodźmy, Neechan. - odwzajemniłem uśmiech i trzymając się za ręce zeszliśmy do jadalni.
Subskrybuj:
Posty (Atom)