wtorek, 22 marca 2016

Miraculum #1

Tym razem coś trochę innego niż zwykle. Będzie to fanfik ze znanej kreskówki - Miraculum: Biedronka i Czarny Kot. Z góry pragnę przeprosić za moją słabą aktywność na blogu... choć i tak nikt go nie czyta XD. Cóż, nie przedłużam więcej.
____________________________________________
Czerwiec. Nareszcie nadszedł czerwiec. Najdłużej wyczekiwany przez wszystkich miesiąc. Czuć smak nadchodzących wakacji. Piękna pogoda nie odstępuje nawet na krok. Słońce ociepla otoczenie i wywołuje uśmiech na niejednej twarzy. Czego chcieć więcej?
Dziewczyna w kucykach, o czarnych włosach z niebieskimi refleksami zmierzała wolnym krokiem w stronę szkoły. Wyraźnie widać było zadowolenie na jej twarzy. Miała tylko nadzieję, że żadna mała Akuma nie zepsuje jej nastroju.
- Będzie świetnie. Klasa na pewno ucieszy się z niespodzianki! - powiedziała do siebie pod nosem. Tikki wychyliła główkę z torebki.
- Jakiej niespodzianki? - spytała się mała kwami.
- Jako przewodnicząca, ustaliłam z nauczycielami, że zorganizujemy dwudniową wycieczkę w Alpy /do Alp?/ Będzie świetnie! - przemówiła do małej istotki.
- Och, to super! Tylko... Co, jeśli pojawią się kolejni Super-Złoczyńcy, a ty będziesz poza domem?
Marinette zatrzymała się. Tikki miała rację, dziewczynie nie wypadałoby porzucić stanowisko Biedronki nawet na te marne dwa dni. A jeśli miastu znów groziłoby niebezpieczeństwo? Czarny Kot nie poradziłby sobie sam z tym wszystkim. Niby trzeba myśleć pozytywnie, a jednak...
- Ach, racja, nie wzięłam tego pod uwagę...- westchnęła dziewczyna. - Trudno, pomyślimy o tym później. - kontynuowała drogę do szkoły.
                                ***
Gdy Marinette doszła przed szkołę, czekała już tam Alya.  Błękitnooka podeszła do niej i przywitała się z uśmiechem na twarzy.
- Hej!
- Cześć Marinette! Co ciekawego robiłaś w weekend? - przyjaciółka powitała ją ciepło.
- Nic ciekawego, a ty?
- A ja i owszem! - Alya wyciągnęła z kieszeni swój smartphone. - Mam kolejne filmiki z Biedronką w akcji! Ale to nie wszystko... Zgodziła się zrobić ze mną zdjęcie! Powieszę je sobie nad biurkiem... - nawijała z uśmiechem na twarzy. Marinette cicho zachichotała.
- To świetnie, Alya. Podziwiam cię za twój talent dziennikarski.
- Dzięki! Ty też jesteś w dobrym humorze.
- Powiedzmy, że mam dobrą wiadomość. Wszystkiego dowiesz się w klasie.
                              ***
Dziewczyny weszły do klasy chwilę przed dzwonkiem. Usiadły w swojej ławce. Gdy dzwonek zadzwonił, do klasy wparowała nauczycielka.
_________________________________________
Wyszło beznadziejnie, wiem, ale ja jeszcze zrobię z tego dramat, obiecuję ;-;

sobota, 20 lutego 2016

Bakuhatsu #1

Nowa powieść :'v
______________________________________
Rok 2093, Japonia. ... Nigdy bym nie pomyślała, że za mojego życia mogłoby się wydarzyć coś takiego. Apokalipsa. Wybuch. Apokalipsa. Wybuch. Trąbili o tym w radiach, telewizjach, a nawet na ulicy od dobrych kilku tygodni. Wszyscy byli przerażeni. Jeszcze inni rozpowiadali plotki, że to koniec świata. Nadal nie mam pewności, co było tego przyczyną, w każdym razie naukowcy wykonywali kolejne badania i informowali cały świat o zbliżającym się zagrożeniu, które miało przypaść 15 czerwca. Wszyscy chcieli nacieszyć się ostatnimi chwilami swojego życia. Mnie wtedy to nie poruszyło. Nadszedł ten dzień. Dzień, który sprowadzał niepokój do serc wszystkich ludzi. Co chwilę telefony urywały się. Dzwonili do nas różni członkowie rodziny, którzy od dawna nie dawali znaku życia. Mama płakała, a ojciec próbował pocieszyć moją siedmioletnią siostrę. Ja siedziałam w swoim pokoju i pisałam sms'y z moją najlepszą przyjaciółką. Wybiła godzina czternasta. Według badań wybuch miał nastąpić o czternastej pięćdziesiąt trzy. Niektóre programy telewizyjne zostały wygaszone lub usunięte. Kątem oka zauważyłam, jak klamka drgnęła. Do pokoju weszła mama. Ze łzami w oczach spojrzała na mnie. - Kochanie... Cokolwiek się nie wydarzy, pamiętaj, że cię kochamy... - szlochała. Spojrzałam na podłogę. - Tak... Wiem... Też was kocham. - odpowiedziałam opanowanym głosem. Nadeszła godzina 14:45. Wszyscy wyszliśmy na podwórko. Jako jedyna nie czułam załamania. Uważałam to za zwykłą bujdę. Przytuliliśmy się. Zauważyłam dym. W otwartej bramie zauważyłam chłopaka. Nie jestem w stanie określić jego wyglądu. Pamiętam tylko, że miał załamaną minę... Wybałuszyłam oczy. Tak, to prawda. Serce zaczęło bić mi bardzo szybko. Czy... umarłam?
... - Obudziła się, doktorze! - usłyszałam damski głos. Otworzyłam oczy. Przez chwilę zastanawiałam się, co się dzieje. Po chwili się zorientowałam. Pewnie przeżyłam ten wybuch i jestem w szpitalu. Rozejrzałam się. Byłam podłączona do jakiegoś urządzenia i co chwilę słyszałam jakieś tykanie. Co się wydarzyło? Czy moja rodzina żyje? Wciąż zadawałam sobie te pytania. Zauważyłam wysokiego mężczyznę w białym fartuchu, który wszedł do pomieszczenia. - Dzień dobry. - uśmiechnął się. - Pamiętasz, jak się nazywasz? Zastanowiłam się chwilę. - Tak... - powiedziałam niepewnym głosem. - Manako Tarashima. - Tak. Dobrze, że się obudziłaś. Najważniejsze, że jest już po wszystkim. Wybuch spowodował wiele szkód. Leżałaś tydzień w śpiączce. - spojrzał w jakieś swoje papiery. - Jeśli twój stan zacznie się poprawiać, to być może za tydzień cię wypiszemy. Powoli westchnęłam. - Co z moją rodziną? - wyszeptałam. Lekarz umilknął. - ...Twoi rodzice... Ech... Zginęli na miejscu wraz z twoją siostrą. Przykro mi. - spuścił głowę. Zakryłam usta dłońmi. Po policzkach zaczęły spływać mi łzy. Nie! Nie mogli umrzeć! To nie może być koniec!
Minął tydzień. Wypisano mnie ze szpitala. Miałam skaleczenia i poobijane części ciała, ale poza skręconym nadgarstkiem nie odniosłam większych obrażeń. Wciąż do mnie nie docierało, dlaczego akurat ja przeżyłam. Zostałam sama, straciłam niemal wszystko w ciągu kilku sekund. Wiedziałam jednak, że trzeba żyć dalej. Zastanowiłam się. Cholera, gdzie ja wrócę?! Przecież mój dom został całkowicie zburzony. Hm, a może da się go jeszcze odbudować? Przez chwilę nie wiedziałam co robić. Patrzyłam się na wszystkie strony. W końcu zdecydowałam, że zobaczę moje mieszkanie. Może ktoś odbudował je dla mnie? ...Jasna cholera, czasami jestem naprawdę głupia! ...Mniejsza o to. Pobiegłam w stronę domu. Czułam niepokój. Bałam się, że to, co ujrzę doprowadzi mnie do jeszcze gorszego stanu psychicznego. Kątem oka patrzyłam na otaczające mnie domy i bloki. Z niektórych pozostały tylko ruiny, a niektóre były w trakcie remontu. Dotarłam. Stanęłam w bramie. Nie myliłam się. Dach był wklęsły i krzywy, a ściany częściowo rozwalone. Zakryłam twarz dłońmi i padłam na kolana. Gdzie ja będę mieszkać?! ...
Klęczałam tak kilka minut. Przez moją głowę przechodziły różne myśli. Co się ze mną stanie? Nawet nie mam pieniędzy! Poczułam, jak ktoś za mną stanął. Usłyszałam męski głos. - No, trochę zajmie odbudowa tego. Odwróciłam głowę i zdjęłam dłonie z twarzy. - Kim pan jest? - spytałam niepewnym głosem. - Kierownikiem budowy. To twój dom? - Tak. - To straszne, co się wydarzyło, prawda? - westchnął. - Można powiedzieć, że odbudowujemy cały świat, heh. - Tak, to przykre. - odwróciłam wzrok. - Nawet nie mam pieniędzy, aby zapłacić za odbudowę, no i przede wszystkim... Mieszkania też nie mam. Kierownik spojrzał na mnie. - Ach, nie martw się. Nie musisz nic płacić, robimy to dla każdego za darmo. Słyszałem, że w okolicy wybudowano szkołę, która pomaga dochodzić do siebie. Powinnaś tam zajrzeć. Spojrzałam za siebie i wstałam. - Aha. Dziękuję, na pewno odwiedzę to miejsce. - uśmiechnęłam się i poszłam. - Do widzenia!

niedziela, 7 lutego 2016

Yandere #1

Hej! Po raz pierwszy od dłuższego czasu wstawiam fragment mojej nowej powieści inspirowanej Yandere Simulator. Mam nadzieję, że się spodoba :D
To wszystko jest trudne. Zbyt trudne do ogarnięcia. Czego nie zrobisz, zawsze się pieprzy. A jednak warto walczyć o swoje. Wszystko się zmieniło, odkąd go poznałam. Wszystko. Moje nastawienie do życia, charakter, uczucia. A wraz z tą dobrą stroną... Ta gorsza. Nigdy wcześniej bym nie pomyślała, aby kogoś skrzywdzić. Do czasu... Do czasu, gdy ktoś stanął mi na drodze. Wszystko to się zaczęło pierwszego dnia w liceum. Ukończyłam gimnazjum ze średnią 5.0. Miałam wzorowe zachowanie. Szłam w stronę szkoły. W torbie miałam wszystkie potrzebne książki i przybory. Byłam ciekawa, czy poznam kogoś miłego, czy też nie. Przekroczyłam bramę liceum. Rozejrzałam się. Nieopodal budynku rosło drzewko kwitnących wiśni. Gdzieś obok umiejscowiona była ławka, a wokoło dużo kwiatów. Nagle poczułam, jak ktoś popchnął mnie do tyłu. Nie zauważyłam, kto to był. Torba spadła mi z ramienia, a z niej wypadły książki. W pewnej chwili odwrócił się do mnie jakiś wysoki brunet. Podszedł do mnie i podał mi rękę. - Nic się nie stało? - lekko się uśmiechnął i pomógł mi w zbieraniu książek z chodnika. Spojrzałam na niego i lekko się zarumieniłam. Coś we mnie drgnęło. Uczucie, którego nigdy wcześniej nie miałam okazji poczuć. - N-nie, wszystko ok. Arigatou. - uśmiechnęłam się i ukłoniłam. - Jestem Ayomi Mikagura, miło mi cię poznać. Chłopak posłał mi delikatny uśmiech. - A ja Naito. Fajnie było cię spotkać. A teraz... - spojrzał na zegarek. - Idę na lekcje. Radziłbym ci zrobić to samo. - mrugnął okiem. - T-taaak, właśnie szłam do środka. - z rumieńcami na twarzy weszłam do środka.

niedziela, 13 września 2015

Natsukashi no tame no jikan cz 3

- N-naprawdę? - zachichotałem zdenerwowany. Pani Ashitoro patrzyła w moje oczy. Uśmiechnęła się. - Piękny... Naprawdę piękny odcień błękitu... Atroxia miała niemal takie same oczy, jak twoje... Zacząłem dyszeć. - K-ktoo? - szepnąłem. Znowu, znowu miałem wrażenie, jakbym kojarzył coś takiego, choć nic takiego nie pamiętam. Może w poprzednim życiu znałem kogoś takiego? - Synu! - matka wstała z krzesła i uderzyła pięścią w stół. Zacisnąłem zęby. - Prosiłam cię, żebyś... Za-chowywał kulturę. - uspokoiła się i usiadła. Wszyscy na mnie spojrzeli. - Przepraszam. - westchnąłem. - Nic się nie stało. - uśmiechnęła się czarna pani. - A właściwie, wszystko w porządku? Powiedziałam coś nie tak? - Nie, nie! - skłamałem. - Po prostu... Zamyślałem się. Najmocniej panią przepraszam. - pocałowałem jej dłoń. - Spokojnie, nie przepraszaj. Jestem Hachette. Zwracaj się do mnie po imieniu. Po jakimś czasie państwo Ashitoro podziękowali nam za kolację i wrócili do swoich domów. Ja natomiast siedziałem w swoim pokoju i rozmyślałem o tym wszystkim.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak, to też będzie taka krótsza część... Miejmy nadzieję, że na tym nie zakończę. Spodziewajcie się dalszej części.

sobota, 12 września 2015

Natsukashi no tame no jikan cz 2

Zająłem miejsce obok Ravii. Naprzeciwko nas siedzieli rodzice. Mieli radosne miny. - Dziś będziemy mieć wspaniałych gości. - uśmiechnęła się matka. Spojrzałem w bok. Były tam dwa wolne krzesła. Codziennie wieczorem przyjmowaliśmy gości na uroczystą kolację. Były to zwykle osoby, przy których trzeba było zachowywać wielką kulturę. Matka spojrzała się na mnie wzrokiem pełnym grozy. - Nie chcę się za was wstydzić. Macie się zachowywać jak na kulturalną osobę przystało. Zrozumiano? Razem z Ravią skinęliśmy głowami. Zaraz po tym w jadalni pojawiło się dwoje gości. Pierwsza - wysoka kobieta. Miała długie, proste, czarne włosy i zielone oczy. Ubrana była w długą, falbaniastą czarną suknię przewiązaną czerwoną wstążką w pasie. Drugi - młody, wysoki mężczyzna z czarnymi włosami do ramion. Miał brązowe oczy. Ubrany był w ładny, elegancki mundur. Matka wstała z uśmiechem, zaraz po niej ojciec. - Państwo Ashitorowie! Witamy! - krzyknęli. - D-dzień dobry, ee... Dobry wieczór! - ukłoniła się moja siostra. - Konbanwa. - uśmiechnąłem się i usiadłem. Ashitoro zachichotali i zajęli swoje miejsca. - Kado? - kobieta uśmiechnęła się do mnie. - dużo o tobie słyszałam.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Takie krótsze ^^'' niedługo ciąg dalszy

piątek, 11 września 2015

Natsukashi no tame no jikan cz 1

Przyznajmy, że byłam ostatnio nieco nieaktywna, a moja poprzednia powieść - nie była opisana w sposób, jaki chciałam, zdałam sobie sprawę, że akcja toczy się za szybko i jest bezsensowna. Tak więc wjeżdżam z buta, przesyłając wam fragment mojej nowej powieści xD
-----------------------------------------------------------------------------------------------
Śnieg. W tym roku spada więcej śniegu niż zwykle. Czy nasze uczucia potrafią być tak zimne jak on? Czy nasze serca marzną na równi z naszym otoczeniem? Poczułem, jak moja czapka robi się wilgotna. Spojrzałem na zaspy śniegu, które zasypały wszystko, nawet perspektywę w dosłownym znaczeniu. Po chwili zorientowałem się, że jest już wieczór. Niebawem zrobi się ciemno i rodzice z pewnością będą na mnie źli. Gdy wrócę, znów ujrzę ten ogromny plac i zamek pośrodku, w którym mieszkałem. No, dom zamkopodobny. Siostrzyczka zawiesi mi się na szyi, po czym pociągnie mnie za rękę do pokoju i będzie opowiadać o swoich przeżyciach. A mój lokaj, Shouko, znowu nie da mi spokoju. Ciągle za mną łazi. Pewnie w tej chwili mnie szukał, gdy się wymknąłem. Obróciłem się na pięcie, prawie się przewracając. Ruszyłem w kierunku zamku, zostawiając ślady na białym puchu. Czułem, jak z każdą chwilą robi się coraz chłodniej. Westchnąłem. Z moich ust wypłynęła para. Z siostrzyczką zawsze lubiliśmy chuchać nią i tym samym bawić się w smoki. Siostrzyczka uwielbia smoki. Uwielbia wszystkie fantastyczne stworzenia. Nagle padający śnieg wpadł mi do oczu. Próbuąc go wyciągnąć, poślizgnąłem się. Przestałem wykonywać jakiekolwiek ruchy. Słyszałem własny oddech. Nic z tego nie rozumiałem. Poczułem jakby ktoś uścisnął moją dłoń. Usłyszałem szeptanie do uszu. - Uciekaj... Otworzyłem oczy. Nikogo nie było. Jestem zmęczony i mam urojenia. Wstałem i kontynuowałem drogę do domu. Po jakimś czasie przekroczyłem bramę na plac zamkowy. Westchnąłem i wszedłem do środka. Od razu usłyszałem te piski pokojówek. - Paniczu! Jest panicz cały mokry! - Gdzie Panicz był? - Za chwilę naszykuję paniczowi ubranie! - Panicz się przeziębi! Westchnąłem z irytacją. Pomiędzy pokojówkami przeszła moja siostra i przytuliła mnie. - Oniichan, gdzie byłeś? - spytała się swoim uroczym głosem. - Ravia-san. Byłem na spacerze. - podtrzymałem jej głowę ręką. - Niech Panicz się przebierze! - usłyszałem głos jednej ze służących i lekko puściłem Ravię ze swoich ramion. Z niechęcią poszedłem na górę do pokoju. Założyłem na siebie podkoszulkę i ciepły mundur w którym zazwyczaj chodziłem po naszej okolicy. Lubiłem go. Był bardzo wygodny i ładny. Ravia ubierała się w mundur - gdy chłodniej, a kimono kiedy przychodziły cieplejsze dni. Wyszedłem ze swojego pokoju i poszedłem w stronę domowej biblioteki. Znajdowała się ona w centralnej części tego piętra. Uwielbiałem tam przebywać. Było mnóstwo regałów wypełnionych wszelkiego rodzaju księgami, książkami i książeczkami. Zawsze znajdywałem tam odpowiedzi na moje pytania. Poza tym miejsce to było ciche i ciepłe. Sięgnąłem po jakąś książkę. Zacząłem przeglądać jej strony. Całkowicie przez przypadek książka otworzyła się na ostatniej stronie. Było tam coś napisane drobnym maczkiem. Odczytałem to z trudem. "Wszystko ma swój koniec. Moja dusza też. Roztapia się. Shakai są blisko. Wytrwamy?" Zacząłem dyszeć. Zupełnie, jakbym wcześniej słyszał coś takiego... Tylko, że nic takiego sobie nie przypominam. Nie wiem, co to Shakai, nawet nie wiem, czy jest to COŚ, a jednak im dłużej o tym myślę, tym bardziej mi się wydaje, że miałem styczność z tym wyrazem. Zamknąłem książkę i wzdychając odłożyłem ją na półkę. Może to była jakaś wiadomość sprzed XV wieku albo jeszcze wcześniej... Nie będę w to wnikał. Mało mnie to interesuje. Wyszedłem z biblioteki dumnym krokiem. Ravia stała na schodach i uśmiechnęła się do mnie. - Chodźmy na kolację, Kado-kun! - podała mi rękę. - Tak, chodźmy, Neechan. - odwzajemniłem uśmiech i trzymając się za ręce zeszliśmy do jadalni.