Zająłem miejsce obok Ravii. Naprzeciwko nas siedzieli rodzice. Mieli radosne miny.
- Dziś będziemy mieć wspaniałych gości. - uśmiechnęła się matka. Spojrzałem w bok. Były tam dwa wolne krzesła. Codziennie wieczorem przyjmowaliśmy gości na uroczystą kolację. Były to zwykle osoby, przy których trzeba było zachowywać wielką kulturę.
Matka spojrzała się na mnie wzrokiem pełnym grozy. - Nie chcę się za was wstydzić. Macie się zachowywać jak na kulturalną osobę przystało. Zrozumiano?
Razem z Ravią skinęliśmy głowami.
Zaraz po tym w jadalni pojawiło się dwoje gości.
Pierwsza - wysoka kobieta. Miała długie, proste, czarne włosy i zielone oczy. Ubrana była w długą, falbaniastą czarną suknię przewiązaną czerwoną wstążką w pasie.
Drugi - młody, wysoki mężczyzna z czarnymi włosami do ramion. Miał brązowe oczy. Ubrany był w ładny, elegancki mundur.
Matka wstała z uśmiechem, zaraz po niej ojciec.
- Państwo Ashitorowie! Witamy! - krzyknęli.
- D-dzień dobry, ee... Dobry wieczór! - ukłoniła się moja siostra.
- Konbanwa. - uśmiechnąłem się i usiadłem.
Ashitoro zachichotali i zajęli swoje miejsca.
- Kado? - kobieta uśmiechnęła się do mnie. - dużo o tobie słyszałam.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Takie krótsze ^^'' niedługo ciąg dalszy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz