piątek, 11 września 2015

Natsukashi no tame no jikan cz 1

Przyznajmy, że byłam ostatnio nieco nieaktywna, a moja poprzednia powieść - nie była opisana w sposób, jaki chciałam, zdałam sobie sprawę, że akcja toczy się za szybko i jest bezsensowna. Tak więc wjeżdżam z buta, przesyłając wam fragment mojej nowej powieści xD
-----------------------------------------------------------------------------------------------
Śnieg. W tym roku spada więcej śniegu niż zwykle. Czy nasze uczucia potrafią być tak zimne jak on? Czy nasze serca marzną na równi z naszym otoczeniem? Poczułem, jak moja czapka robi się wilgotna. Spojrzałem na zaspy śniegu, które zasypały wszystko, nawet perspektywę w dosłownym znaczeniu. Po chwili zorientowałem się, że jest już wieczór. Niebawem zrobi się ciemno i rodzice z pewnością będą na mnie źli. Gdy wrócę, znów ujrzę ten ogromny plac i zamek pośrodku, w którym mieszkałem. No, dom zamkopodobny. Siostrzyczka zawiesi mi się na szyi, po czym pociągnie mnie za rękę do pokoju i będzie opowiadać o swoich przeżyciach. A mój lokaj, Shouko, znowu nie da mi spokoju. Ciągle za mną łazi. Pewnie w tej chwili mnie szukał, gdy się wymknąłem. Obróciłem się na pięcie, prawie się przewracając. Ruszyłem w kierunku zamku, zostawiając ślady na białym puchu. Czułem, jak z każdą chwilą robi się coraz chłodniej. Westchnąłem. Z moich ust wypłynęła para. Z siostrzyczką zawsze lubiliśmy chuchać nią i tym samym bawić się w smoki. Siostrzyczka uwielbia smoki. Uwielbia wszystkie fantastyczne stworzenia. Nagle padający śnieg wpadł mi do oczu. Próbuąc go wyciągnąć, poślizgnąłem się. Przestałem wykonywać jakiekolwiek ruchy. Słyszałem własny oddech. Nic z tego nie rozumiałem. Poczułem jakby ktoś uścisnął moją dłoń. Usłyszałem szeptanie do uszu. - Uciekaj... Otworzyłem oczy. Nikogo nie było. Jestem zmęczony i mam urojenia. Wstałem i kontynuowałem drogę do domu. Po jakimś czasie przekroczyłem bramę na plac zamkowy. Westchnąłem i wszedłem do środka. Od razu usłyszałem te piski pokojówek. - Paniczu! Jest panicz cały mokry! - Gdzie Panicz był? - Za chwilę naszykuję paniczowi ubranie! - Panicz się przeziębi! Westchnąłem z irytacją. Pomiędzy pokojówkami przeszła moja siostra i przytuliła mnie. - Oniichan, gdzie byłeś? - spytała się swoim uroczym głosem. - Ravia-san. Byłem na spacerze. - podtrzymałem jej głowę ręką. - Niech Panicz się przebierze! - usłyszałem głos jednej ze służących i lekko puściłem Ravię ze swoich ramion. Z niechęcią poszedłem na górę do pokoju. Założyłem na siebie podkoszulkę i ciepły mundur w którym zazwyczaj chodziłem po naszej okolicy. Lubiłem go. Był bardzo wygodny i ładny. Ravia ubierała się w mundur - gdy chłodniej, a kimono kiedy przychodziły cieplejsze dni. Wyszedłem ze swojego pokoju i poszedłem w stronę domowej biblioteki. Znajdowała się ona w centralnej części tego piętra. Uwielbiałem tam przebywać. Było mnóstwo regałów wypełnionych wszelkiego rodzaju księgami, książkami i książeczkami. Zawsze znajdywałem tam odpowiedzi na moje pytania. Poza tym miejsce to było ciche i ciepłe. Sięgnąłem po jakąś książkę. Zacząłem przeglądać jej strony. Całkowicie przez przypadek książka otworzyła się na ostatniej stronie. Było tam coś napisane drobnym maczkiem. Odczytałem to z trudem. "Wszystko ma swój koniec. Moja dusza też. Roztapia się. Shakai są blisko. Wytrwamy?" Zacząłem dyszeć. Zupełnie, jakbym wcześniej słyszał coś takiego... Tylko, że nic takiego sobie nie przypominam. Nie wiem, co to Shakai, nawet nie wiem, czy jest to COŚ, a jednak im dłużej o tym myślę, tym bardziej mi się wydaje, że miałem styczność z tym wyrazem. Zamknąłem książkę i wzdychając odłożyłem ją na półkę. Może to była jakaś wiadomość sprzed XV wieku albo jeszcze wcześniej... Nie będę w to wnikał. Mało mnie to interesuje. Wyszedłem z biblioteki dumnym krokiem. Ravia stała na schodach i uśmiechnęła się do mnie. - Chodźmy na kolację, Kado-kun! - podała mi rękę. - Tak, chodźmy, Neechan. - odwzajemniłem uśmiech i trzymając się za ręce zeszliśmy do jadalni.

1 komentarz: